piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział I

 Siedziałam na dachu i patrzyłam w niebo. Drewnianą chatkę, na której siedziałam otaczał las a nad nim gwieździste, bezchmurne niebo. Panowała wokół cisza, którą co jakiś czas przerywał dźwięk wiatru przeczesującego trawę i drobne zwierzęta. Musiałam tu siedzieć ale mi to nie przeszkadzało. Właściwie cieszyłam się, że mogę pobyć dłużej na świeżym powietrzu. Znów poczuć wiatr, ten prawdziwy! Te dźwięki, których tam nie ma. Poczuć się jak przed tym wszystkim. Jak dawniej. Bowiem pełniłam tu wartę. Już od 2 godzin. Kątem oka zerknęłam na zegarek i uświadomiłam sobie iż została mi godzina na przebywanie tu. Potem będę musiała wrócić do "stacji" i zdać raport. Pamiętam jak z tatą pełniłam warty. Uczył mnie jak nasłuchiwać i odróżniać odgłosy zwierząt od ludzkich. Lubiłam z nim przebywać. Był spostrzegawczy i mądry. Kiedyś nim to wszystko zdarzyło się jeździliśmy razem na wakacje w góry. Chodziliśmy po szlakach i zwiedzaliśmy lasy. Ech te czasy... już nie wrócą. Nie ma go. Odszedł tak po prostu, i zostawił mnie. Samą bez nikogo. Mogłam iść z nim. Ale nie, ja zostałam tu. Teraz rodziny już nie mam .I nie chcę mieć. Nie zamierzam już nikogo stracić!
- Wiem o czym myślisz. Ale po co się obwiniać. - odwróciłam wzrok za siebie i przed moimi oczami stała Mely.
- Skąd wiedziałaś? Dlaczego nie jesteś tam? - Spytałam lekko już zdezorientowana.
- Teraz ja pełnię tu stróża prawa Cler. Idź zdać raport, bo znów ci dadzą kare albo coś. - wzruszyłam ramionami i ruszyłam ku końcowi dachu a następnie z niego zeskoczyłam. Odwróciłam się na pięcie i pociągnęłam za klamkę drzwi od chatki. Weszłam do ciemnego pomieszczenia. Z prawej była kuchnia, z lewej drzwi a obok nich regał z książkami a przede mną duży stół dla 8 osób. Ściany były z drewna. Dom był dość stary. Miał już około podobno 40 lat. Odgarnęłam moje bujne, brąz włosy  i podeszłam do regału z książkami. Pociągnęłam za książkę o tytule "Spes". Usłyszałam jakiś mechanizm i stanęłam koło jednego z krzeseł od stołu. Rozejrzałam się chcąc upewnić się, że nikt mnie nie widzi, ale zobaczyłam wokół siebie tylko ciemny pokój, kuchnie i drzwi, a za oknem nic, a nic. Chociaż. Może jednak. Sprawdzić?
- Clery! - usłyszałam głos przyjaciółki. Wybiegłam z chatki, spojrzałam za siebie, nikt nie wszedł. Stojąc przed chatką mogła spostrzec na dachu Mely ledwo stojącą na nogach. Miała w ręku sztylet i trzymała się za ramię. Chwile później dołączył do mnie jakiś zwiadowca. Po prostu, spadł z dachu. Cudem uniknęłam zderzenia czołowego z mężczyzną. Odwróciłam wzrok do Mely i wykrzywiłam usta pokazując jej mój uśmiech.
- Szybko ich tu przybywa. - zaśmiała się.
- I coraz więcej. - odwzajemniłam jej śmiech. - Zabity? Może mogą go namierzyć. - Podniosłam chłopaka i oparłam o drzewo.
- No to sobie nagrabiłeś. - powiedziałam oglądając ciało.
- Być może. - otworzyłam szerzej oczy ze zdziwienia. On jeszcze żyje? Nie słyszałam bicia serca. Nic.
- W takim razie pójdziesz ze mną, gdybym była w twojej skórze wolałabym śmierć. Idziesz? - ten tylko zaśmiał się. - Chyba jednak nie. - wzięłam go za tył bluzki i zaczęłam ciągnąć do chatki.
- Zabierasz go? Żyje jeszcze? - Spytała dziewczyna i spojrzała na mnie swymi niebieskimi oczami, przeczesując ręką swoje blond włosy.
- Tak. Może się przydać. - weszłam przez drzwi i położyłam go obok krzesła. Pociągnęłam za odpowiednią książkę i dołączyłam do mężczyzny. Spoglądałam na niego. On tylko lekko się uśmiechał. Dlaczego tu przyszedł. Nie miał szans. A gdybym to ja tam była to z pewnością był by martwy. Z reguły przychodzą w grupkach.  To mnie trochę zdziwiło. Podłoga wokół stołu (włącznie z nim i krzesłami ) zaczęła zjeżdżać w dół. Niezbyt głęboko. Jechaliśmy tak z minutę. Ale najwyraźniej tyle mu wystarczyło by zasnąć. Spoglądałam przez chwilę na jego twarz. Miał łagodne rysy, brązowe włosy i zielone oczy. Sama też miałam oczy koloru szmaragdowego.
- Dobra idziemy śpiąca królewno. - podniosłam go a jego rękę przełożyłam przez ramię. - Ale ty jesteś ciężki. - dodałam i wyszłam z "windy".


Jest krótki ale to rozdział I więc następny będzie jakoś dwa
razy dłuższy. Proszę o komentarz i uwagi. :)

1 komentarz:

  1. Hej... Masz bardzo ładny styl pisania, dobry język i już po pierwszym rozdziale jestem zainteresowana... kim jest ten meżczyzna ? Skąd sie wziął ? Dlaczego bohaterka nie ma rodziny ? Jeszcze ta chatka z dziwną windą... Króciótko, ale ciekawie i aż jestem zaskoczona, że nie masz komentarzy... staraj się unikać powtórzeń :) Będę mogła powiedziec więcej jak przeczytam dalej :)
    http://before-you-fall-down.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń