- Wiem o czym myślisz. Ale po co się obwiniać. - odwróciłam wzrok za siebie i przed moimi oczami stała Mely.
- Skąd wiedziałaś? Dlaczego nie jesteś tam? - Spytałam lekko już zdezorientowana.
- Teraz ja pełnię tu stróża prawa Cler. Idź zdać raport, bo znów ci dadzą kare albo coś. - wzruszyłam ramionami i ruszyłam ku końcowi dachu a następnie z niego zeskoczyłam. Odwróciłam się na pięcie i pociągnęłam za klamkę drzwi od chatki. Weszłam do ciemnego pomieszczenia. Z prawej była kuchnia, z lewej drzwi a obok nich regał z książkami a przede mną duży stół dla 8 osób. Ściany były z drewna. Dom był dość stary. Miał już około podobno 40 lat. Odgarnęłam moje bujne, brąz włosy i podeszłam do regału z książkami. Pociągnęłam za książkę o tytule "Spes". Usłyszałam jakiś mechanizm i stanęłam koło jednego z krzeseł od stołu. Rozejrzałam się chcąc upewnić się, że nikt mnie nie widzi, ale zobaczyłam wokół siebie tylko ciemny pokój, kuchnie i drzwi, a za oknem nic, a nic. Chociaż. Może jednak. Sprawdzić?
- Clery! - usłyszałam głos przyjaciółki. Wybiegłam z chatki, spojrzałam za siebie, nikt nie wszedł. Stojąc przed chatką mogła spostrzec na dachu Mely ledwo stojącą na nogach. Miała w ręku sztylet i trzymała się za ramię. Chwile później dołączył do mnie jakiś zwiadowca. Po prostu, spadł z dachu. Cudem uniknęłam zderzenia czołowego z mężczyzną. Odwróciłam wzrok do Mely i wykrzywiłam usta pokazując jej mój uśmiech.
- Szybko ich tu przybywa. - zaśmiała się.
- I coraz więcej. - odwzajemniłam jej śmiech. - Zabity? Może mogą go namierzyć. - Podniosłam chłopaka i oparłam o drzewo.
- No to sobie nagrabiłeś. - powiedziałam oglądając ciało.
- Być może. - otworzyłam szerzej oczy ze zdziwienia. On jeszcze żyje? Nie słyszałam bicia serca. Nic.
- W takim razie pójdziesz ze mną, gdybym była w twojej skórze wolałabym śmierć. Idziesz? - ten tylko zaśmiał się. - Chyba jednak nie. - wzięłam go za tył bluzki i zaczęłam ciągnąć do chatki.
- Zabierasz go? Żyje jeszcze? - Spytała dziewczyna i spojrzała na mnie swymi niebieskimi oczami, przeczesując ręką swoje blond włosy.
- Tak. Może się przydać. - weszłam przez drzwi i położyłam go obok krzesła. Pociągnęłam za odpowiednią książkę i dołączyłam do mężczyzny. Spoglądałam na niego. On tylko lekko się uśmiechał. Dlaczego tu przyszedł. Nie miał szans. A gdybym to ja tam była to z pewnością był by martwy. Z reguły przychodzą w grupkach. To mnie trochę zdziwiło. Podłoga wokół stołu (włącznie z nim i krzesłami ) zaczęła zjeżdżać w dół. Niezbyt głęboko. Jechaliśmy tak z minutę. Ale najwyraźniej tyle mu wystarczyło by zasnąć. Spoglądałam przez chwilę na jego twarz. Miał łagodne rysy, brązowe włosy i zielone oczy. Sama też miałam oczy koloru szmaragdowego.
- Dobra idziemy śpiąca królewno. - podniosłam go a jego rękę przełożyłam przez ramię. - Ale ty jesteś ciężki. - dodałam i wyszłam z "windy".
Jest krótki ale to rozdział I więc następny będzie jakoś dwa
razy dłuższy. Proszę o komentarz i uwagi. :)
Hej... Masz bardzo ładny styl pisania, dobry język i już po pierwszym rozdziale jestem zainteresowana... kim jest ten meżczyzna ? Skąd sie wziął ? Dlaczego bohaterka nie ma rodziny ? Jeszcze ta chatka z dziwną windą... Króciótko, ale ciekawie i aż jestem zaskoczona, że nie masz komentarzy... staraj się unikać powtórzeń :) Będę mogła powiedziec więcej jak przeczytam dalej :)
OdpowiedzUsuńhttp://before-you-fall-down.blogspot.com/